Kizimbani – farma przypraw na Zanzibarze

Kizimbani, farma przypraw na Zanzibarze to miejsce, w które ciągną pielgrzymki turystów. Zanzibar na świecie znany jest nie tylko z pięknych plaż, ale również przypraw. Wiele osób będąc na wyspie chce zobaczyć jak wyglądają uprawy roślin, które kiedyś były cenniejsze od złota. Zwiedzenie farmy daje możliwość zobaczenia roślin, a także wąchania ich, dotykania i smakowania. Z całą pewnością czas spędzony na farmie zostanie nam na długo w pamięci.

 

 

Historia przypraw na Zanzibarze

Wszystko zaczyna się w XVI wieku kiedy to Portugalczycy podbili Zanzibar. Przywieźli ze sobą czosnek i papryczki. Później do akcji wkroczyli Arabowie z Omanu. Ci w XIX wieku sprowadzili na Zanzibar goździki. Uprawa przypraw w tamtym czasie była bardzo dobrym interesem. Sułtan wydał rozporządzenie mówiące, że właściciel ziemski powinien na swoich włościach posiadać dwa razy więcej krzaków goździków niż palm kokosowych.

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze. Akacja

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze. Akacja

W dziewiętnastym wieku Zanzibar był głównym miejscem handlu niewolnikami. Szybko połączono dwa biznesy, przyprawy i siłę roboczą. Wielu niewolników z kontynentalnej Afryki sprzedano na plantacje przypraw. Trzeba przyznać, że w swojej niedoli, ci którzy zostali na Zanzibarze mieli trochę szczęścia. Po pierwsze nie rozdzielano rodzin. Po drugie mieli szansę na wolność. Najlepszym pracownikom dawano kawałek ziemi, gdzie też mogli uprawiać przyprawy, ale podejmowali oni również pracę dla dawnego właściciela.

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze. Droga

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze. Droga

Goździki – złoto Zanzibaru

Wkrótce Zanzibar stał się największym producentem goździków na świecie. Niestety w 1964 roku po rewolucji wszystko się załamało. Nowy rząd postanowił zmonopolizować handel tą przyprawą. Ustanowiono sztywne, bardzo niskie ceny. Na efekty nie trzeba było długo czekać, Zanzibar z lidera produkcji spadł na trzecie miejsce, a jego udział w produkcji światowej goździków był poniżej 10%. Ludzie zaczęli palić swoje plantacje.

Goździki

Goździki

W 2010 roku, w obliczu całkowitej klęski, rząd zmienił politykę. Ceny skupu podniesiono trzykrotnie, ale nadal istnieje sporo obwarowań dotyczących sprzedaży. Podobno dlatego, że goździki są symbolem Zanzibaru, rząd chce mieć nad nimi kontrolę. Co prawda produkcja wzrosła do około dziesięciu tysięcy ton rocznie, ale to tylko cień dawnej potęgi. Dzisiaj już nie ma niewolników na Zanzibarze, ale przy zbiorach goździków zatrudniane są dzieci. Podobno mogą wejść wyżej i zbierają szybciej. Goździki to paczki kwiatów, które w momencie kiedy staną się czerwone trzeba natychmiast zebrać.

Nasz przewodnik

Nasz przewodnik

Kizimbani, farma przypraw na Zanzibarze

Wraz z rozwojem turystyki zauważono dodatkowe źródło dochodu. Turyści mają kasę, więc mogą pozwiedzać farmy. Tutaj trzeba powiedzieć jedno, popatrzcie którą farmę wybrać. Możliwości jest wiele, ale farma farmie nie równa. Zdarza się, że niektóre farmy mają trzy krzaki na krzyż do pokazania. Dlatego większość zwiedzających wybiera Kizimbani, ponieważ jest to ośrodek rządowy. Farma jest instytutem szkoleń rolniczych. Powstała w 2007 roku, ale jej tradycje sięgają lat trzydziestych dwudziestego wieku.

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze

Większość osób słowo farma czy uprawa kojarzy z czymś jednorodnym. W Polsce zobaczymy uprawę rzepaku, która jest żółta i jednorodna. Inna uprawa to herbata w Indiach czy Chinach, która też ciągnie się kilometrami. Kizimbani to coś zupełnie innego. Ponieważ to instytut naukowy mający wspomagać rolników, nie zobaczymy wielkich połaci jednej rośliny, ale całe mnóstwo różnych przypraw uprawianych na niewielkich poletkach.

Droga w cieniu

Droga w cieniu

Po farmie poruszamy się z przewodnikiem. Nic dziwnego, teren jest olbrzymi, a co chwilę oglądamy coś innego. Poruszamy się po drogach i ścieżkach, czasami przechodzimy pod domami ludzi mieszkających na farmie. Zachwycają nie tylko przyprawy, ale również olbrzymie akacje czy też pięknie kwitnące drzewa zwane przez przewodnika tulipanami.

Drzewo tulipan

Drzewo tulipan

Od goździków przez kardamon po wanilię

Przewodnik świetnie mówi po angielsku i ma olbrzymią wiedzę, więc słuchamy go z dużym zainteresowaniem. Ma do dyspozycji asystenta, który sprawnie wspina się po drzewach, zrywa odpowiednie liście, czy odcina kawałki kory, dlatego pokaz jest bardzo urozmaicony.  Co chwilę dostajemy coś do powąchania czy spróbowania oraz pada pytanie co to jest? Wiele przypraw znamy z półek sklepowych, ale nie mamy pojęcia jak one rosną w naturze.

Wanilia

Wanilia

 

Do zobaczenie jest sporo różnych przypraw. Większość możemy dotknąć, powąchać czy skosztować, ale nie wszystkie. Wyjątkiem jest wanilia, która jest bardzo droga, więc możemy ją podziwiać z daleka. Oglądamy krzaki pieprzu. Ze sklepów znamy kilka jego odmian, czarny, biały, zielony i czerwony, ale tu dowiadujemy się, że pochodzą z tego samego krzaka, a różnica polega na tym, kiedy ziarenka zerwano i jakiej obróbce zostały poddane.

Pieprz

Pieprz

Ponieważ opowieści przewodnika są bardzo ciekawe, a zagadki, co to jest, udaje nam się rozwiązywać, nie zwracamy większej uwagi na pracę pomocnika. Ten cały czas ma jakieś zadania do wykonania, a wolnej chwili przygotowuje różne niespodzianki, błyskawicznie z trawy robi opaski na rękę, czy wycina jakieś ozdoby. Przewodnik też nie próżnuje. Pokazuje nam owoc i pyta jak on się nazywa po polsku. Mówimy, że to gałka muszkatołowa. Do końca wycieczki mruczał pod nosem “galka muskatowa, galka muskatowa”. Jak będzie oprowadzał następnych Polaków niewątpliwie zabłyśnie znajomością polskiego.

Gałka muszkatołowa

Gałka muszkatołowa

Za atrakcje wypadałoby zapłacić

Kizimbani to jedyne miejsce na Zanzibarze, które zwiedzamy z przewodnikiem, ale nie zapłaciliśmy za bilet wstępu. Trochę mnie to martwi, ponieważ cały czas zastanawiam się kiedy przewodnik zaprowadzi nas do kasy. Generalnie obowiązuje zasada płacenia za bilet wstępu, a następnie po skończonej wycieczce daje się napiwek przewodnikowi. Tutaj tego nie ma, więc nie do końca wiem jak mam się zachować.

Zostałem królem plantacji

Zostałem królem plantacji

W pewnym momencie pomocnik kończy swoją pracę, a przewodnik mówi mi, że mogę mu coś dać za wysiłek, to daję. Wtedy koledzy pomocnika ubierają nas w czapki, krawaty i inne ozdoby z roślin, ale ja nie wiem czy im też powinienem zapłacić. Później miałem wyrzuty sumienia, że za mało dałem, ponieważ przy produkcji tych ozdób zaangażowanych było sporo osób. Na koniec wycieczki dochodzimy pod palmę, na którą wspina się człowiek. Podczas wspinaczki robi różne ewolucje. Pyta skąd jesteśmy, mówimy że z Polski, więc śpiewa hakuna matata po polsku. Oczywiście ma swoją skrzyneczkę, do której należy coś wrzucić.

Gość wchodzi na palmę i śpiewa po polsku

Gość wchodzi na palmę i śpiewa po polsku

Z przewodnikiem również rozliczam się pod palmą. Oprowadzał naszą trójkę, więc pytam ile się należy i tu usłyszałem “co łaska”. Skądś to znam, więc dorzucam kolejne banknoty i patrzę na minę przewodnika, a on na mnie. W końcu się uśmiecha, czyli jest zadowolony. Pewnie w większej grupie byłoby taniej, ale gość się starał, więc mam nadzieję, że wszyscy byli usatysfakcjonowani. Tak na marginesie. Jeżeli znajdzie się większa grupa z jakiegoś kraju, pewnie może wynająć przewodnika mówiącego w ich ojczystym języku.

Polski przewodnik

Polski przewodnik

Zakupy i pamiątki

Koniec zwiedzania, teraz  wkracza komercja. Pojawiają się sprzedawcy przypraw i lokalnych perfum. Ceny mają z kosmosu, o wiele drożej niż w Stone Town, ale turyści kupują, bo jak nie kupić przypraw na farmie przypraw. Jeżeli ktoś bardzo przepłaci, w gratisie coś mu dodadzą, więc bilans wychodzi na zero, a interes się kręci.

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze. Sklep z przyprawami

Kizimbani farma przypraw na Zanzibarze. Sklep z przyprawami

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: