11 lutego 2018

O nas czyli magnetic life

Kim jesteśmy? Zwyczajnymi ludźmi, jakich wielu. Ela uczy matematyki a ja, czyli Piotrek, prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą. Mieszkamy w okolicy Bielska Białej, nieopodal góry Żar.

Karawaning to jest to co tygrysy lubią najbardziej

Co jest naszą największą pasją? Od lat podróżujemy, oczywiście w chwilach wolnych. Jeździmy na rowerach, czasami pływamy kanadyjką, wędrujemy z plecakiem, ale podstawą jest przyczepa kampingowa. Zdarzają się również dalsze wyprawy, czyli samolotem.

Nasz dom na kółkach.

Nasz dom na kółkach.

 Przez wiele lat pisaliśmy blogi na Bikestats oraz relacje z naszych wycieczek na forum karawaning.pl. Tam jesteśmy znani pod nikami Niradhara i Kajman.

Wolfgangsee

Wolfgangsee

Dlaczego blog?

Przez wiele lat podróży nabraliśmy pewnych doświadczeń, którymi pragniemy się podzielić. Pisząc relacje, będziemy się starali zawrzeć nie tylko opis miejsca czy rys historyczny, ale również sporo porad praktycznych i naszych przemyśleń. To może pomóc w planowaniu przez Państwa własnych eskapad i uniknąć błędów. Niezależny blog jest też szerzej dostępny dla czytelnika niż relacje na specjalistycznych forach.  Z tego powodu będzie można znaleźć tu nie tylko najnowsze nasze wycieczki, ale również te trochę starsze.

Z Funiem w Tatrach Słowackich.

Z Funiem w Tatrach Słowackich.

Dlaczego magnetic life? Po prostu mam hopla, z każdej wycieczki staram się przywieźć magnes na lodówkę. Zaczyna brakować miejsca, ale… można przecież udekorować zmywarkę 😉

Zaraz wsiadamy...

Zaraz wsiadamy…

Jesteśmy indywidualistami

Dlaczego nie z biurem podróży? Jesteśmy indywidualistami. Jeżeli gdzieś się wybieramy, chcemy poznać region dogłębnie, chcemy też porozmawiać z ludźmi. Najważniejszy jest jednak czas, chcemy go mieć tyle, ile potrzebujemy. Biuro podróży narzuca harmonogram, czas i obiekty zwiedzania. Nasza  przygoda z biurami  podróży zakończyła się ponad 20 lat temu w Wiedniu. Zwiedzaliśmy Hofburg, w planie wycieczki mieliśmy zobaczenie zastawy cesarskiej czyli talerzy, ale skarbca nie było. Poprosiłem przewodnika by dał nam 20 minut na indywidualne  zobaczenie skarbca. Stwierdził, że nie ma na to czasu, ale zgodził się na prośbę pewnej pani skorzystania z toalety. Poszły wszystkie… Po spędzeniu 40 minut pod drzwiami damskiej toalety, zamiast w skarbcu, definitywnie zakończyliśmy przygodę z biurami podróży.

Wadi Al Nakhur

Wadi Al Nakhur