Tropie i Tropsztyn – pustelnicy i złoto Inków

Tropie i Tropsztyn, czyli pustelnicy, klątwa kapłanów i złoto Inków. Dwa miejsca leżące naprzeciw siebie po obu stronach Dunajca. Łączy je ciekawa historia i mnóstwo tajemnic nierozwiązanych do dnia dzisiejszego, a dzieli jedynie Dunajec. Sanktuarium w Tropiu przyciąga co roku rzesze pielgrzymów, natomiast zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce jest celem dla miłośników tajemnic i historii pogranicza.

 

 

 

Tropie

Tropie, w gminie Gródek nad Dunajcem, to miejscowość mająca bardzo długą historię sięgającą X wieku. Wtedy św. Świerad i być może św Benedykt założyli tam swoje pustelnie. Na przełomie XI i XII wieku powstał romański kościółek, który zachował się do dziś i jest jednym z najstarszych obiektów sakralnych w Polsce. Jak głosi legenda, kościół wybudowano w miejscu świętego gaju i prastarej świątyni słowiańskiej.

Tropie

Tropie

Podczas najazdów tatarskich w XIII wieku kościół został zniszczony, ale wkrótce go odbudowano. Poprzez wieki znaczenie sanktuarium rosło wraz z kultem św Świerada. Obecnie w kościele są relikwie nie tylko Świerada, ale również św Kingi czy Matki Teresy z Kalkuty. Obok kościoła znajduje się wiele miejsc związanych z pustelnikiem. Znajdziemy tam pozostałość starego pnia dębu, na którym święty miał swoją siedzibę, czy źródło z którego Świerad czerpał wodę. Podobno woda ze źródła leczy choroby oczu.

Tropie Plac przy kościele

Tropie Plac przy kościele

Tropie i św Świerad

Imię zakonne Świerada to Andrzej, dlatego właśnie znany jest jako św Andrzej Świerad. Nie za bardzo znany jest jego życiorys, szczególnie z młodości, wszak minęło prawie tysiąc lat. Zdaje się, że wiele dodała tradycja ludowa i zapał autorów piszących w średniowieczu żywoty świętych. Wiadomo, że urodził się w Polsce, przez jakiś czas mieszkał w pustelni w Tropiu. Wiadomo też, że proklamowali go na świętego biskupi węgierscy około 1064 roku i został pochowany w Nitrze na Słowacji.

Tropie Sanktuarium świetych tablica

Tropie Sanktuarium świetych tablica

Świętym w średniowieczu niełatwo było zostać. Trzeba było wstrząsnąć społecznością wiernych, więc można było zostać męczennikiem lub samemu się umartwiać. Świerad wybrał tę drugą metodę. Był zakonnikiem, dlatego gdy ukończył czterdzieści lat, postanowił opuścić mury zakonu i przenieść się do pustelni. Wziął ze sobą ucznia św Benedkta i wspólnie wyruszali do Tropii w poniedziałek, a na weekend wracali do zakonu.

Tropie tablica

Tropie tablica informacyjna

Trudna droga do świętości

Podczas pobytu w pustelni zajmowali się karczowaniem lasu, więc praca była bardzo wyczerpująca. Żeby było trudniej św Świerad pościł trzy razy w tygodniu, w poniedziałek, środę i piątek. W czasie Wielkiego Postu dostawał od opata czterdzieści orzechów włoskich, które popijał wodą. W niedzielę, jako że jest dniem pańskim, posiłki były trochę obfitsze, ale dla nas jest to praktycznie niewyobrażalne.

Tropie sanktuarium

Tropie sanktuarium

Dzisiaj każdy pomyśli, że po ciężkiej pracy należy się porządnie wyspać, ale tu też Świerad miał pomysł na umartwianie. W nocy wchodził na dąb, którego pozostałości są obok obecnego kościoła. Miejsce wokół drzewa otaczały zaostrzone kije, więc gdy zasypał i przechylał się w jakąś stronę, wbijały mu się w ciało skutecznie go budząc. Żeby było jeszcze trudniej, na głowę wkładał drewnianą koronę z przywiązanymi kamieniami.

Tropie kościół

Tropie kościół

Obwiązał się mosiężnym łańcuchem, mającym spełniać rolę włosienicy. Właśnie ten łańcuch był przyczyną śmierci świętego, ponieważ wrósł w końcu w ciało i wdało się zakażenie. Łańcuch odkryli współbracia przed pogrzebem. Myjąc Świerada zauważyli klamrę wrośniętą w brzuch. Pomimo, że pustelnia znajdowała się w przepięknej okolicy, święty nie skupiał się na tym, ponieważ dobra ziemskie są przemijalne, a jedynie Bóg jest wartością nadrzędną.

Tropie Lisy i ptactwo

Lisy i ptactwo

Tropie – przeprawa przez Dunajec

Przez Tropie prowadził pradawny szlak handlowy. Co prawda dziś trudno szukać jego śladów, ale na drugą stronę Dunajca trzeba się przeprawić. W tym celu należy podjechać nad brzeg rzeki, a w zasadzie obecnie Jeziora Czchowskiego i poczekać na prom. Po drugiej stronie czeka na nas zamek Tropsztyn.

Tropie Jedziemy z Tropi do Tropsztyna

Jedziemy z Tropi do Tropsztyna

Tropsztyn

W miejscowości Wytrzyszczka w gminie Czchów, na stromym wzgórzu, 429 metrów n.p.m. znajduje się zamek. Nazwa Wytrzyszczka raczej jest nie do wymówienia dla obcokrajowców, dlatego powszechnie nazywa się go Tropsztyn. Prawdopodobnie jest to połączenie nazwy Tropie i niemieckiego słowa stein czyli kamień. Takie zbitki nazw znamy na przykład z twierdzy Königstein. Później nazwa zamku pewnie uległa spolszczeniu i tak mamy Tropsztyn.

Tropie Dunajec

Dunajec

Według legendy zamek wybudował rycerz, uciekinier z Niemiec, od którego wywodzi się ród Gierałtów. Ponieważ zamek znajdował się na pograniczu, pełnił funkcję zarówno obronną, jak i mieszkalną. Pierwsza wzmianka pisana o zamku pochodzi z roku 1231. Gierałtowie władali zamkiem przez trzysta lat. Później zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli.

Tropsztyn wejście do zamku

Tropsztyn wejście do zamku

W 1556 roku zamek przechodzi w ręce Gabańskich. Ci do zarządzania zamkiem wyznaczają burgrabiów. Jak to często w tamtych czasach bywało, rycerze zarządzający zamkiem bardzo zainteresowali się szlakami handlowymi. Mieli ich niby pilnować, ale bogactwa kupców kusiły, więc postanowili trochę pozbójować. Podobna historia miała miejsce na zamku Wołek. Tym razem rozbojami na szlakach, szanowni rycerze wkurzyli właścicieli pobliskiego Rożnowa. Zebrała się wyprawa i skończyło się rycerskie grabieże. Potwierdza to wpis z parafii Tropie z 1608 roku, gdzie czytamy o dewastacji zamku.

Tropsztyn podejście do zamku

Tropsztyn podejście do zamku

Na tym jednak zbójowanie w Tropsztynie się nie skończyło. W ruinach zamku zalęgli się kolejni rozbójnicy. Tym razem do roboty wzięli się okoliczni kupcy. Wzorem szewczyka z Krakowa, co prawda nie zatruli baranka, ale wino. Załadowali trunek na barkę, którą puścili z biegiem Dunajca. Towar przechwycili zbóje i to była ich ostatnia impreza. Jak to mówią, alkohol szkodzi zdrowiu. Po tych wydarzeniach zamek popadł w całkowitą ruinę.

Tropsztyn wieża

Tropsztyn wieża

Tropsztyn i złoto Inków

Ciekawie robi się po II wojnie światowej. W 1946 roku Andrzej Benesz w progu zamku w Niedzicy znajduje w ołowianej tubie kipu, czyli pismo węzełkowe Inków. Wiele osób zna tę historię. Wielokrotnie filmowana beletrystycznie np. w serialu “Wakacje z duchami”, czy dokumentalnie jak w filmie “Klątwa skarbu Inków“. Wielokrotnie opisywana naukowo, a także w moim ulubionym kryminałku “Duchy Inków” pani Kalety.

Tropsztyn dziedziniec zamkowy

Tropsztyn dziedziniec zamkowy

Kim był Andrzej Benesz? W prostej linii potomkiem Tupaka Amaru II, wodza Inków. Był również potomkiem barona Mikołaja Berzewiczego, ożenionego w XVII wieku z Janiną Stadnicką, właścicielką zamku Tropsztyn. Jego przodek wyjechał do Peru i ożenił się z księżniczką inkaską. Z tego stadła urodziła się Umina, która wyszła za mąż za Amaru. Trochę to skomplikowane, ale ważne jest to, że musieli z Peru wiać.

Tropsztyn Gdzie jest skarb

Gdzie jest skarb

Hiszpanie rządzący wówczas w Peru postanowili wymordować całą inkaską arystokrację. Mimo, że rodzina uciekła do Wenecji, Hiszpanom udało się ich odnaleźć i zamordować męża Uminy. Ta z małym synem Unkasem zdążyła uciec do rodowych włości Berzewiczych czyli Niedzicy. Hiszpanie nie odpuścili. W końcu wytropili Uminę na zamku i  zamordowali ją. Na szczęście służba ukryła Unkasa. Umina została ponoć pochowana w srebrnej trumnie wraz ze skarbem, ale to historia, którą należy opisać opowiadając o zamku w Niedzicy.

Tropsztyn sala rycerska

Tropsztyn sala rycerska

Unkas został ukryty na Morawach, w zaprzyjaźnionej rodzinie Beneszów i tak narodził się Antoni Unkas Benesz, przodek naszego Andrzeja Benesza. No dobrze, ale co to ma wspólnego z Tropsztynem? Otóż jak głosi legenda, skarb Inków był podzielony dwa razy. Po raz pierwszy jeszcze w Peru. Połowę skarbu zatopiono w jeziorze Tikicaca. Drugą połowę wywieziono do Europy. Było tego sporo, ponoć do Niedzicy wjechało kilka wozów wyładowanych złotem, srebrem i kamieniami szlachetnymi.

Tropsztyn Mała wieża

Tropsztyn Mała wieża

Klątwa inkaskich kapłanów

Inkowie mieli w zwyczaju przechowywanie swoich skarbów daleko od miejsca zamieszkania, więc skarb najprawdopodobniej został ukryty z dala od zamku w Niedzicy. Andrzej Benesz miał dostęp do rodzinnego archiwum i prawdopodobnie nie bez powodu zainteresował się Tropsztynem. W 1970 roku został właścicielem zamku i rozpoczął poszukiwania.

Tropsztyn widok z okna

Tropsztyn widok z okna

Co ciekawe Andrzej Benesz był także członkiem Głównej Rady Morskiej, która była odpowiedzialna w Polsce za batyskafy. Czyżby planował penetrację jeziora Tikicaca? W Tropsztynie szło mu całkiem nieźle. Pewenie nigdy się nie dowiemy, co zostało znalezione, a co jeszcze można odkryć. Pod zamkiem są komory i jaskinie. Niezależni radiesteci o dużej renomie twierdzą, że na głębokości 15 metrów znajduje się tam duże skupisko metali i kamieni szlachetnych o sporych rozmiarach.

Tropsztyn dziedziniec zamkowy

Tropsztyn dziedziniec zamkowy

Podziemia zamku można zwiedzać, ale tylko w wyznaczonej części. Pozostałe korytarze zostały zalane betonem i oficjalnie nie ma do nich dostępu, Czy aby na pewno? Złoto Inków miało służyć odbudowie państwa inkaskiego po odzyskaniu niepodległości. Dlatego zostało obłożone klątwą. Każdy człowiek chcący zagarnąć inkaski skarb w celach innych, niż założone musi umrzeć! Andrzej Benesz zginął w wypadku samochodowym w dziwnych okolicznościach w 1975 roku.

Tropsztyn mury zamkowe

Tropsztyn mury zamkowe

Zamek Tropsztyn dzisiaj

Zamek po przejściu w ręce fundacji został odbudowany i można go zwiedzać. Członkiem fundacji jest spółka Polinar, która jest wyłącznym dystrybutorem w Polsce helikopterów firmy Robinson. Dlatego pewnie na szczycie jednej z wież znajduje się lądowisko dla helikopterów.

Zamek w Tropsztynie

Zamek w Tropsztynie

Trzeba przyznać, że zwiedzanie zamku to wielka przyjemność. Można wejść z psem, który jest bardzo serdecznie traktowany i może wszędzie się poruszać. To rzadkość w Polskich zamkach. Oczywiście dla psa wstęp jest wolny. Jest również sporo miejsc, w których można posiedzieć i odpocząć. Nie zapomniano o najmłodszych, też znajdą coś dla siebie.

Portret starszej pani z psem

Portret starszej pani z psem

Tropsztyn Komnata dla dzieci

Tropsztyn Komnata dla dzieci

Tropie i Tropsztyn jako atrakcje turystyczne

Przebywając nad Jeziorem Rożnowskim czy Jeziorem Czchowskim powinniśmy pamiętać o Tropiu i Tropsztynie. Co prawda atrakcji w okolicy jest sporo, zamków również, ale pobyt w tym miejscu da nam wiele wspomnień i ciekawych przemyśleń, chociaż pewnie złota Inków nie znajdziemy.

Leave a Reply

%d bloggers like this: