Bieszczady z kampingu na Diablej Górze

Bieszczady z kampingu na Diablej Górze to rozsądne rozwiązanie dla osób chcących wypocząć. Patrząc na mapę można zadać sobie pytanie dlaczego mamy chodzić po Bieszczadach, mieszkając na Diablej Górze, przecież kilkadziesiąt kilometrów trzeba przejechać, by dotrzeć do celu. Odpowiedź jest bardzo prosta – na Diablej Górze nie ma tłumów, za to jest cisza i spokój. Ostatnio Bieszczady stały się modne. Czasy Majstra Biedy są już legendą, więc dziś wiele osób wybiera Bieszczady, by po prostu spędzić urlop.

 

 

 

Solina

A co robi urlopowicz na wakacjach? Wiadomo, idzie na piwo, przyciągają go budy sprzedające lokalne pamiątki i oczywiście małpie gaje dla dzieci. Dzisiaj Solina przypomina Krupówki. Urlopowicz będzie zachwycony. Od baru do baru jest nie jest dalej niż 100 metrów, karuzele, strzelnice i inne atrakcje na wyciągnięcie ręki. Wszyscy dla zachęty puszczają swoją muzykę więc z każdego miejsca słychać bum tarara lub umcy umcy. Przed wejściem na zaporę jest targ, można kupić obrazki na szkle, ciupagi czy meczące owieczki.

Targ w Solinie.

Targ w Solinie. Bieszczady z kampingu na Diablej Górze.

Do Soliny należy dotrzeć nie później niż o 9 rano. Wtedy są jeszcze miejsca parkingowe. Warto wykupić rejs statkiem, widoki są bardzo atrakcyjne. Niestety na ciszę nie ma co liczyć, bo na statku też puszczą nam jakieś disco polo. Rejs powinno się wykupić w miarę wcześnie, ponieważ chętnych jest sporo. Można skorzystać z rowerków wodnych, ale ceny są lekko zaporowe, przecież urlopowicz i tak zapłaci. Drogę powrotną można wybierać tak, by ominąć Sanok i przejechać serpentynami na drodze Sanok – Przemyśl, więc wstąpić na szlak dobrego wojaka Szwejka. Jest tam mało uczęszczany punkt widokowy na Bieszczady i Góry Słonne.

Jezioro Solińskie

Jezioro Solińskie Bieszczady z kampingu na Diablej Górze

Tarnica

Turystom spragnionym pięknych widoków polecamy wejście na Tarnicę  (1346 m n.p.m.). Jest to najwyższy szczyt polskich Bieszczad i województwa podkarpackiego, wznoszący się na krańcu pasma połonin, w grupie tzw. gniazda Tarnicy i Halicza. Należy do Korony Gór Polski. Szczyt Tarnicy wznosi się ponad 500 m nad dolinę Wołosatki i wyróżnia się osobliwą sylwetką. Od sąsiedniego masywu Krzemienia grzbiet (faktycznie zwornikiem jest Tarniczka) oddzielony jest głęboką Przełęczą Goprowską, natomiast z Szerokim Wierchem łączy się charakterystyczną, ostro wciętą w grzbiet przełęczą o wysokości 1275 m n.p.m., od której pochodzi nazwa góry (w języku rumuńskim słowo “tarniţa” oznacza siodło, przełęcz).

Tarnica

Tarnica

Połonina Wetlińska

Koniecznie trzeba wybrać się na Połoninę Wetlińską. Najwyższym szczytem połoniny jest Roh (1255 metrów n.p.m.) Połonina ciągnie się na długości 8 kilometrów, a droga prowadzi przez kolejne szczyty. Z połonin roztaczają się rozległe widoki i znajduje się tu najwyżej położone bieszczadzkie schronisko Chatka Puchatka (1228 m n.p.m.), usytuowane tuż pod Hasiakową Skałą. Schronisko trzeba zobaczyć, było nie było to kultowe miejsce. Ostatnio zapadła decyzja o przebudowie Chatki Puchatka. Przeznaczono na ten cel prawie cztery miliony złotych.

Chatka Puchatka

Chatka Puchatka

Bieszczady z  kampingu na Diablej Górze dodatkowo dają kilka możliwości. Nie musimy męczyć się na zatłoczonych bieszczadzkich kampingach, ale też nie musimy tracić zbyt wiele czasu na dojścia do szlaków. Czas dojazdu z kampingu na Diablej Górze jest odrobinę dłuższy, dlatego możemy go ciekawie spożytkować. Po drodze z Leska na kamping wchodzimy na szlak Architektury Drewnianej. Mamy możliwość odwiedzenia kilkunastu drewnianych cerkwi i kościołów, które warto zwiedzić.

Bieszczady

Bieszczadzki widoczek

Bezpieczeństwo w górach

Chodząc po szczytach bieszczadzkich należy pamiętać o odpowiednim wyposażeniu. Dobre buty to podstawa i nie mam tu na myśli klapek czy tenisówek. Należy też mieć  zapas wody i jakieś kanapki. Tu za rogiem nie będzie sklepu, w którym można uzupełnić zapasy. Wycieczka w góry to nie wyścig, należy iść równym tempem, ciesząc się widokami. Niestety często urlopowicze o tym zapominają. Na obu wycieczkach byliśmy świadkami akcji ratowniczych GOPR. Przyglądałem się grupce młodych ludzi, którzy najpierw zasuwali pod górę jak małe auta, po chwili stawali i sapali jak lokomotywa, by znów zasuwać. Efekt? Zasłabnięcie i zwożenie quadem do helikoptera. Drugim razem pan przecenił swoje siły i padł z zawałem. Góry są po to by się nimi cieszyć a nie z nimi walczyć.

GOPR w akcji

GOPR w akcji

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: